bielsko.info - świeże spojrzenie na miasto bielsko.info

świeże spojrzenie na miasto

Najpopularniejsze

  • 19 lutego 2018
  • 23 lutego 2018
  • wyświetleń: 28119

[ZDJĘCIA] Wóz strażacki do ataku padaczki. Gdzie była karetka?

Do niecodziennej sytuacji doszło w sobotę około godziny 13:30 na ul. Leszczyńskiej w Bielsku-Białej. Strażacy z JRG-1 interweniowali w związku z atakiem padaczki u mężczyzny. Okazało się, że w Bielsku-Białej zabrakło karetek pogotowia ratunkowego. To nie pierwszy taki przypadek w ostatnim czasie, który odnotowaliśmy. Czy mieszkańcy mogą czuć się bezpiecznie?

Interwencja straży pożarnej w związku z atakiem padaczki - 17.02.2018 · fot.


Wóz bojowy z sześcioosobową obsadą przez kilkanaście minut stał w rejonie skrzyżowania Leszczyńskiej z Partyzantów. Strażacy udzielili pierwszej pomocy mężczyźnie w średnim wieku, który doznał ataku padaczki. Nie ulega wątpliwości, że rolą Straży Pożarnej jest ratowanie mienia i życia ludzkiego. Strażacy są doskonale przeszkoleni, a wyposażeni w podstawowy sprzęt, nie raz pokazali, że potrafią zdziałać naprawdę wiele przed przyjazdem pogotowia ratunkowego.

Mężczyzna dochodził już do siebie, a karetki nie było widać. Zespół ratownictwa medycznego przyjechał dopiero po kilkunastu minutach. To nie jedyna taka sytuacja, do której dotarł nasz portal. Czy jest problem? Wszystko wskazuje na to, że tak.

2 lutego na ul. Leszczyńskiej doszło do potrącenia mężczyzny ([WIDEO, ZDJĘCIA] Pieszy wszedł prosto pod samochód). Z relacji dwóch świadków, którzy najechali na miejsce zdarzenia wynika, że jako pierwsi na miejscu zdarzenia byli strażacy z pobliskiej jednostki. Kierowca Peugeota (autor filmu, który jechał bezpośrednio za kierującą Citroenem) pobiegł do pobliskiej jednostki straży pożarnej po fachową pomoc. Kilku strażaków wybiegło z torbą medyczną na ulicę i zaczęli udzielać pierwszej pomocy rannemu. Po chwili podjechały dwa wozy strażackie, ale z relacji wynika, że karetka pojawiła się na miejscu zdarzenia po około 20-25 minutach.

Kolejne dwa przypadki, gdy pomoc nie pojawiła się na czas

Sytuacja miała mieć miejsce 12 grudnia ubiegłego roku u zbiegu ulic Piłsudskiego i Wyzwolenia w Bielsku-Białej. Na chodniku leżał mężczyzna, który twierdził, że został potrącony. Świadkowie wezwali pogotowie ratunkowe i policję. Na zdarzenie najechali strażacy z OSP Wilkowice, którzy usuwali skutki panującej wtedy wichury. Mężczyźnie została udzielona pierwsza pomoc, ale na załogę pogotowia ratunkowego trzeba było czekać około 20 minut. O tym zdarzeniu pokrótce pisał portal Bielskie Drogi w formie ostrzeżenia na Facebookwej tablicy (post z 12.12.2017).

Ranny mężczyzna na ul. Żywieckiej - 1.12.2017
fot.


Najbardziej bulwersujący jest natomiast przypadek, który miał mieć miejsce 1 grudnia ubiegłego roku przy ul. Żywieckiej 160 w Bielsku-Białej. Pan Jacek wracając z pracy znalazł na chodniku nieprzytomnego, ale oddychającego mężczyznę. Natychmiast wezwał na miejsce pogotowie ratunkowe. Powiadomił również policję, ponieważ ślady na śniegu mogły wskazywać na potrącenie. Pan Jacek nie miał przy sobie apteczki i po krótkiej chwili udało mu się zatrzymać przejeżdżający samochód. Wspólnie z kierowcą okryli rannego kocem termicznym i na bieżąco kontrolując funkcje życiowe, oczekiwał na przyjazd karetki pogotowia. Jak twierdzi Pan Jacek, po około 7-8 minutach przyjechał patrol policji i jak mieli przyznać funkcjonariusze: - "nie dało się szybciej, bo akurat byliśmy w Komorowicach gdy przyszło wezwanie". Gdzie w takim razie była karetka pogotowia skoro patrol zdążył przyjechać z Komorowic? Tego nie wiadomo, ale z relacji jaką przedstawił nam czytelnik wynika, że policjanci kilkukrotnie prosili przez radiostację dyżurnego o ponaglenie załogi pogotowia ratunkowego. Jak relacjonuje Pan Jacek, karetka pojawiła się po około 30 minutach od pierwszego wezwania. Jak udało się dowiedzieć naszemu czytelnikowi, mężczyzna przeżył i nie było to potrącenie. Najprawdopodobniej sam się przewrócił i stracił przytomność.

Nocna i świąteczna opieka zdrowotna. Jaki to ma związek z karetkami?

Długi czas oczekiwania na przyjazd karetki pogotowia w niektórych przypadkach, może mieć związek ze zmianami jakie weszły w życie 1 października ubiegłego roku. Zmiany dotyczą nocnej i świątecznej opieki zdrowotnej, którą w Bielsku-Białej świadczy Szpital Wojewódzki przy Al. Armii Krajowej 101 i Szpital Pediatryczny przy ul. Sobieskiego 83.

W razie nagłego zachorowania lub nagłego pogorszenia stanu zdrowia, pacjent może udać się po pomoc do dowolnego punktu nocnej i świątecznej opieki zdrowotnej, niezależnie od tego, gdzie mieszka, i do którego lekarza/pielęgniarki podstawowej opieki zdrowotnej (POZ) złożył swoją deklarację.

Dyżurujący lekarz udziela porad:
  • w warunkach ambulatoryjnych,

  • w domu pacjenta (w przypadkach medycznie uzasadnionych),

  • telefonicznie.


Z pomocy lekarza i pielęgniarki, w nocy, w dni wolne i w święta można skorzystać w razie:
  • nagłego zachorowania;

  • nagłego pogorszenia stanu zdrowia, gdy nie ma objawów sugerujących bezpośrednie zagrożenie życia lub istotny uszczerbek zdrowia, a zastosowane środki domowe lub leki dostępne bez recepty nie przyniosły spodziewanej poprawy;

  • gdy zachodzi obawa, że oczekiwanie na otwarcie przychodni może znacząco niekorzystnie wpłynąć na stan zdrowia.


Jak anonimowo mówi jeden z ratowników medycznych, który od lat pracuje w Bielskim Pogotowiu Ratunkowym: - Najgorsze w tym wszystkim jest to, że nocna opieka świąteczna nie spełnia swojej roli. Ludzie dzwonią i zostają odprawieni z kwitkiem. Później dzwonią do nas i zmyślają różne historie tylko po to, żeby przyjechała karetka. Tak nie powinno być i dopóki ktoś nie zrobi porządku na górze, takie sytuacje będą się powtarzać. Ostatnio mieliśmy przypadek, że przy łóżku pacjenta leżała kartka z instrukcją w jaki sposób skutecznie wezwać pogotowie. Opis przypadku, który otrzymaliśmy od dyspozytora brzmiał poważnie. Na miejscu okazało się, że mężczyzna ma gorączkę, źle się czuje i potrzebuje recepty na leki. My gnaliśmy do niego na sygnałach przez pół miasta, bo miał się dusić. To kuriozalne. Nie jest to wina nasza, naszego dyrektora czy dyspozytorów - to wina chorego systemu! Jeżeli tak ma działać system ratownictwa medycznego, to ja życzę powodzenia. Ktoś się kiedyś wykończy na ulicy, a my będziemy ratować pacjenta z gorączką, bólem ręki lub pijaczka z podrapanym nosem. W tej branży liczy się czas, którego kiedyś może zabraknąć.

Nasz rozmówca zapytany ile jego zdaniem wyjazdów jest faktycznie potrzebnych odpowiada, że - Każdy dyżur jest inny, ale uśredniając około 30-40% wyjazdów alarmowych to przypadki niewymagające pomocy wykwalifikowanej załogi pogotowia ratunkowego. Te problemy można by rozwiązać u lekarza rodzinnego lub innego specjalisty.

Co na to oficjalnie Bielskie Pogotowie Ratunkowe? Potrzeba więcej karetek, ale nie ma pieniędzy.

Jak wyjaśnia Dyrektor Pogotowia Ratunkowego w Bielsku-Białej: - System Państwowego Ratownictwa Medycznego, to system zbudowany na działaniu służb współistniejących czyli Straży Pożarnej, Policji i Straży Miejskiej na terenie miasta Bielska-Białej. Jeżeli w danej sytuacji dyspozytor pogotowia, który na ternie miasta i powiatu bielskiego ma do dyspozycji 11 zespołów ratownictwa medycznego ma sytuację taką, że w którymś momencie czas oczekiwania na karetkę może być dłuższy niż 10 minut w mieście Bielsku-Białej, to zwyczajowo przyjęte przez system jest, że posługuje się służbami współpracującymi. Jeżeli jego wywiad pozwala na to, że pacjent może oczekiwać na przyjazd karetki pod opieką innych służb, to wtedy dyspozytor prosi o chwilowe zabezpieczenie do czasu dojazdu karetki.

Dyrektor Bielskiego Pogotowia Ratunkowego zapytany o to czy w mieście i na terenie powiatu bielskiego 11 zespołów ratownictwa medycznego to nie za mało przyznaje, że - W miesiącu październiku ubiegłego roku, wystąpiliśmy wspólnie z powiatem bielskim do Wojewody Śląskiego o zwiększenie ilości zespołów ratownictwa podstawowego, jednak na chwilę obecną nie ma na to funduszy.

Bielskie Pogotowie Ratunkowe odnotowało od 1 października zwiększoną ilość wyjazdów zespołów ratownictwa medycznego. W większości są to wyjazdy związane z urazami na stokach narciarskich w rejonie Szczyrku, gdzie stacjonuje tylko jedna karetka pogotowia ratunkowego. Nowoczesne i oświetlone stoki narciarskie przyciągają tysiące turystów, którzy niestety doznają urazów. Infrastruktura drogowa pozostała na tym samym etapie jak przed modernizacją stoków i czas dojazdu karetek ze względu na korki jest wydłużony.

To co działo się przez ten weekend, to dawno nie pamiętamy takiego natężenia wyjazdów, a w szczególności wyjazdów urazowych. O godzinie 22 w sobotę, Szpital Wojewódzki interweniował u mnie, że są "praktycznie zatkani" ilością pacjentów na oddziałach i na izbie przyjęć urazowej. Pomagały nam na naszym terenie karetki z Żywiecczyzny i okolic Cieszyna - dodaje Wojciech Waligóra

sid / bielsko.info

REKLAMA

Komentarze

Zgodnie z Rozporządzeniem Ogólnym o Ochronie Danych Osobowych (RODO) na portalu bielsko.info zaktualizowana została Polityka Prywatności. Zachęcamy do zapoznania się z dokumentem.