bielsko.info - świeże spojrzenie na miasto bielsko.info

świeże spojrzenie na miasto

Najpopularniejsze

  • 26 września 2018
  • wyświetleń: 3148

[WIDEO, ZDJĘCIA] Bielszczanin wbiegł na najwyższy szczyt Austrii!

Pamiętacie inicjatywę Michała Marka? Bielszczanin za pośrednictwem portalu polakpotrafi.pl zbierał pieniądze na wyprawę w Alpy, aby wbiec na najwyższy szczyt Austrii - Grossglockner. Akcja zakończyła się sukcesem. Michał Marek wbiegł na niespełna czterotysięczny szczyt!

Bielszczanin wbiegł na najwyższy szczyt Austrii · fot.


A akcji crowdfoundingowej, w trakcie której Michał Marek zbierał pieniądze na wyprawę, pisaliśmy w artykule "Bielszczanin chce wbiec na najwyższy szczyt Austrii - Grossglockner". Okazało się, że inicjatywą zainteresowała się prywatna firma, która objęła wyprawę sponsoringiem.

Portal bielsko.info był patronem medialnym wyprawy.



Publikujemy relację z wyprawy autorstwa Michała Marka:

Przygotowania wcale nie rozpoczęły się dzień przed wyjazdem, w momencie pakowania sprzętu i prowiantu, tylko wiele tygodni wcześniej, kiedy to zacząłem regularnie interesować się topografią i warunkami, jakie panują we wrześniu w rejonie Taurów Wysokich, a o formę biegową starałem się już na kilkanaście miesięcy wstecz od daty, gdy odpaliłem silnik samochodu i pokierowałem się w stronę Alp.

Grossglockner, jako że jest najwyższym szczytem Austrii, uważam za cel ambitny dla biegacza górskiego czy piechura i myślę, że cała trasa w stronę szczytu, z wyłączeniem odcinków z elementami wspinaczki, jest możliwa do przebiegnięcia. Tak miało być w moim przypadku, zdecydowałem wyruszyć w nocy o 3:00 z wysokości 1920 m N.P.M., a drogę oświetlała mi jedynie czołówka. W tempie biegowym minąłem schronisko Lucknerhutte, na wysokości 2240m N.P.M. Następnie dotarłem do Studhutte, 560 metrów wyżej. Odnalazłem tablicę informacyjną powyżej schroniska, która traktowała o kierunku trasy do kolejnego miejsca, jakim jest schronisko Erzog Johan Hutte. Żeby znaleźć się w nim należało wejść po rozległym wypłaszczeniu przed czoło lodowca i następnie wzdłuż wschodniego brzegu lodowca w raczkach na butach, dostać się do dna ściany, która ma w sobie elementy zabezpieczeń via ferratowych i następnie po niej do schroniska. W moim przypadku debiut w Alpach i noc to czynniki, które zadecydowały o tym, że pobiegłem w zachodnim kierunku i gdy zaczęło świtać, okazało się że jestem na zachodniej grani, odbiegającej od szczytowej kopuły Grossglocknera i po swojej prawej stronie miałem strome łupkowe zbocze w kierunku zachodniego brzegu lodowca. Postanowiłem zejść tym sypki zboczem, by zaoszczędzić stracony czas ewentualnym powrotem. Zacząłem kalkulować i stwierdziłem, że odpuszczam biegowe tempo, co na dzień dzisiejszy, gdy emocje trochę opadły, uważam było racjonalną decyzją.

Trawers lodowca okazał się niezapomnianą, choć niebezpieczną częścią, już od tego momentu wędrówki. Mijałem szczeliny lodowcowe co kilkadziesiąt metrów, które przecinały lodowiec, a każdy kolejny krok powodował pękanie lodu, lecz na szczęście nie na tyle, by ten całkowicie się pode mną załamał.

Dotarłem do wschodniego brzegu lodowca, by potem wpinaczką po ścianie znaleźć się na wysokości 3450 m N.P.M w schronisku Erzog Johan Hutte. Pogoda dopisywała. Było kilka stopni powyżej zera, niebo koloru lazuru Morza Śródziemnego, a pode mną w dolinach rozpościerało się morze chmur w bezwietrznej aurze. Po godzinnym odpoczynku udałem się w ostateczną podróż zmagania się z górą, stale widziałem swój cel. Kilkadziesiąt minut po wąskiej ścieżce, wychodzonej w lodzie i zmrożonym śniegu w kształcie zygzaka, doprowadziło mnie do skalnej ściany Kleinglocknera, który stanowi przedwioerzchołek głównego szczytu. Schodząc po skałach znalazłem się na siodle oddzielającym dwa szczyty i następnie wąska granią, która po obu swych stronach miała przepaści liczące do kilkuset metrów dotarłem na szczyt, gdzie spędziłem ponad godzinę i napawałem się widokami, naprawdę zapierały dech w piersiach. Po dwunastu kilometrach wędrówki i po pokonaniu prawie 1900 metrów przewyższenia, miałem w końcu czas na zrobienie kilku pamiątkowych zdjęć, w tym też tego z flagą, z logiem sponsora firmy, produkującej odzież sportową dla biegaczy i nie tylko. Nie był to jednak czas na rozluźnienie i dekoncentrację gdyż wiedziałem, że jeszcze kolejna połowa drogi, ta trudniejsza jeszcze przede mną.

Chciałem podziękować wszystkim, którzy trzymali za mnie kciuki i za wiadomości z gratulacjami i wszystkie cieple słowa. Udowodniłem sobie, że uporem i siłą charakteru, można osiągnąć wyznaczone cele.

Korzystając z okazji chciałem zaprosić wszystkich zainteresowanych tematyką górską i biegową do śledzenia moich poczynań na [url= Facebooku oraz Instagramie.

ab / bielsko.info

REKLAMA

Reklama

Komentarze

Zgodnie z Rozporządzeniem Ogólnym o Ochronie Danych Osobowych (RODO) na portalu bielsko.info zaktualizowana została Polityka Prywatności. Zachęcamy do zapoznania się z dokumentem.